
Aktualnie czytam Leksykon Wielkich Teologów xix/xx wieku. Nie sposób wśród nich nie szukać czegoś o Dietrichu Bonhoefferze.
Dla mnie Bonhoeffer jest ważny, chociażby dlatego, że jest spadkobiercą filozofii Kierkegaarda. Jego koncepcje, jak choćby koncepcja Taniej Łaski zaczerpnięta jest od Kierkegaarda. Koncepecja naśladowania również pojawia się w filozofii Sorena, kiedy przeciwstawia on naśladowców Jezusa tym którzy Jezusa podziwiają . Kierkegaaard jest również dla niego, zdaje się, inspiracją w rozważaniach na temat ówczesnego Kościoła. Kierkegaarda przeciwstawia Kościołowi Tryumfującemu, Kościół Walczący. Owe zestawienie wydarza się w czasach, kiedy to Kościół był tożsamy ze światem. W ramach popularnego, historycznie nie uzasadnionego, stworzonego raczej dla potrzeb socjologii schemacie, chrześcijaństwo wydarzało się w trzech głównych wymiarach:
- był świat, z niego wyłaniał się Kościół
- Kościół się rozprzestrzenił i stał się światem: reprezentował i legitymizował władzę, edukację, administrację: w opozycji rodzi się pietyzm (idea Kościoła Walczącego),
- następuje rozkwit pietyzmu, Kościół wyraźnie oddziela się od świata: następuje zerwanie ze światem, które ostatecznie kończy się na zerwaniu nici wspólnego rozumienia się świata i Kościoła.
Zdaje się
- w opozycji rodzi się przekonanie, że Kościół bez świata, nie ma za dużo wspólnego z założeniami chrześcijaństwa: następuje rozwój działalności społeczno-kulturalnych w Kościele oraz powstawanie organizmów, teologicznie nieprzystających do struktur organizmów uprzednich.
O tym właśnie, czyli o napięciu Kościół - Świat pisał Bonhoeffer. Dla niego dzisiejszy świat, to świat w którym regulatywna idea Boga, nie jest potrzebna aby się w owym świecie poruszać. Idea Boga, będąca tłumaczącym świat wytrychem nie obowiązuje już w świecie, ktory dorósł do swojej dorosłości. Dla Bonhoeffera, tak jak dla Nietzshego Bóg umarł. Człowiek, ie rodzi się już z idę Boga który istnieje i funkcjonuje, człowiek dzisiejszy nie porusza się w społeczeństwie, które samorzutnie wtłoczyło ideę Boga w swoje funkcjonowanie. Dzisiejszy świat to świat bez Boga.
W tym wypadku, krytyka Bonhoeffera nie dotyczy bierności Kościoła w eksponowaniu swojej tożsamości wyróżniającej Kościół ze świata, ale raczej krytyka dotyczy permanentnej próby bronienia teologiczno-metafizycznych koncepcji, które wyjaśniają kim jest Bóg, człowiek i jaki jest świat, jakie zachodzą relacje między nimi.
Krytykuje on również, reakcję chrześcijan na ów trend.
Skoro, chrześcijaństwo przestaje pełnić funkcję społeczne, które kiedyś nieprzerwanie były jego domeną, zaczyna ono się wycofywać, przemieszczać do strefy etyczno-wewnętrznej. Nie mówimy już o chrześcijańskim państwie, chrześcijańskim władcy, który uznaje Kościół, i mu się poddaje, chrześcijańskiej nauce. Definicja chrześcijaństwa dotykać zaczyna moralności jednostki. Moralność jednostki zostaje zespolona z duchowością. Chrześcijaństwo, nie mając władzy administracyjnej - jak powiedziałby Foucalt - samolegitymizuje się do bycia władzą moralną. Chrześcijaństwo czy instytucje kościelne, ostatecznie doprecyzowują, na podstawie ontologiczno-metafizycznych systemów swoje definicje, a zarazem zarysowują różnice miedzy sobą. Idea prawdziwości wiążąca się z monadycznościa, ostatecznie owocuje w wybuchu różnicujących się, dzielących, się pietystycznych (efektem dzisiejszym jest min. ewangelikalizm) kościołów i wspólnot chrześcijańskich, mających ostateczny wzorzec na prawdziwego chrześcijanina. Prawda, za pomocą koncepcji wykluczeń (Foucalt), staje się orężem walki o władze w wymiarach globalnych i lokalnych.
Bonhoeffer dokonuje krytyki tych zjawisk. Pyta jak człowiek powinien żyć w świecie bez Boga ale przed Bogiem (koncepcja bycia wobec Boga - Kierkegaard).
Odpowiedź znajduje się w chrześcijaństwie bezreligijnym. Takie chrześcijaństwo wiąże się z odrzuceniem ogólnie przyjętej koncepcji Boga oraz Kościoła. Bonhoeffer zachęca dla wyjścia z życia religijnego, a do wstąpienia w życie świeckie.
Pisze:
Ziemia pozostaje naszą matką, tak jak Bóg naszym ojcem, i tylko ten, kto pozostaje wierny matce, wpada ojcu wprost w ramiona.
Kto opuszcza ziemię, nie znajduje Boga.
Jeżeli człowiek pragnie wieczności, musi uchwycić się doczesności, jeżeli pragnie Boga, musi chcieć świata.
Życie nie ma się skupiać na religijności, seksualnej moralności, ale na etyce i moralności społecznej. Polem działania nie jest sypialnia, ale miska mojego bliźniego. Spotkanie z Jezusem Chrystusem, ma owocować nie w spełnianiu zakonu, a w zwróceniu się w kierunku innego. Podstawowymi nakazami nie jest dekalog, ale wytyczne z Kazania na Górze.
Pisze:
"egzystowanie dla innych Jezusa jest doświadczeniem transcendencji! Właśnie z wolności od siebie samego, z ‘bycia dla innych’ aż po śmierć, wywodzi się wszechmoc, wszechwiedza, wszechobecność. Wiara jest współudziałem w tym bycie Jezusa. [...] Nasz stosunek do Boga jest nowym życiem, polegającym na ‘byciu dla innych’, na współudziale w bycie Jezusa! Nie jakieś nieskończone, nieosiągalne zadania są transcendencją, lecz dany w tej chwili i osiągalny bliźni"
Dla Boenheoffera, Kościół z, naturalnych człowiekowi o niezmienionej naturze, który nie spotkał się z Jezusem Chrystusem, chęci władzy, powinien przełączyć na tor służby.
