wtorek, 21 lipca 2009

Chrześcijańskie serce. Miejsce Kościoła


Aktualnie czytam Leksykon Wielkich Teologów xix/xx wieku. Nie sposób wśród nich nie szukać czegoś o Dietrichu Bonhoefferze.

Dla mnie Bonhoeffer jest ważny, chociażby dlatego, że jest spadkobiercą filozofii Kierkegaarda. Jego koncepcje, jak choćby koncepcja Taniej Łaski zaczerpnięta jest od Kierkegaarda. Koncepecja naśladowania również pojawia się w filozofii Sorena, kiedy przeciwstawia on naśladowców Jezusa tym którzy Jezusa podziwiają . Kierkegaaard jest również dla niego, zdaje się, inspiracją w rozważaniach na temat ówczesnego Kościoła. Kierkegaarda przeciwstawia Kościołowi Tryumfującemu, Kościół Walczący. Owe zestawienie wydarza się w czasach, kiedy to Kościół był tożsamy ze światem. W ramach popularnego, historycznie nie uzasadnionego, stworzonego raczej dla potrzeb socjologii schemacie, chrześcijaństwo wydarzało się w trzech głównych wymiarach:
- był świat, z niego wyłaniał się Kościół
- Kościół się rozprzestrzenił i stał się światem: reprezentował i legitymizował władzę, edukację, administrację: w opozycji rodzi się pietyzm (idea Kościoła Walczącego),
- następuje rozkwit pietyzmu, Kościół wyraźnie oddziela się od świata: następuje zerwanie ze światem, które ostatecznie kończy się na zerwaniu nici wspólnego rozumienia się świata i Kościoła.

Zdaje się
- w opozycji rodzi się przekonanie, że Kościół bez świata, nie ma za dużo wspólnego z założeniami chrześcijaństwa: następuje rozwój działalności społeczno-kulturalnych w Kościele oraz powstawanie organizmów, teologicznie nieprzystających do struktur organizmów uprzednich.
O tym właśnie, czyli o napięciu Kościół - Świat pisał Bonhoeffer. Dla niego dzisiejszy świat, to świat w którym regulatywna idea Boga, nie jest potrzebna aby się w owym świecie poruszać. Idea Boga, będąca tłumaczącym świat wytrychem nie obowiązuje już w świecie, ktory dorósł do swojej dorosłości. Dla Bonhoeffera, tak jak dla Nietzshego Bóg umarł. Człowiek, ie rodzi się już z idę Boga który istnieje i funkcjonuje, człowiek dzisiejszy nie porusza się w społeczeństwie, które samorzutnie wtłoczyło ideę Boga w swoje funkcjonowanie. Dzisiejszy świat to świat bez Boga.
W tym wypadku, krytyka Bonhoeffera nie dotyczy bierności Kościoła w eksponowaniu swojej tożsamości wyróżniającej Kościół ze świata, ale raczej krytyka dotyczy permanentnej próby bronienia teologiczno-metafizycznych koncepcji, które wyjaśniają kim jest Bóg, człowiek i jaki jest świat, jakie zachodzą relacje między nimi.

Krytykuje on również, reakcję chrześcijan na ów trend.
Skoro, chrześcijaństwo przestaje pełnić funkcję społeczne, które kiedyś nieprzerwanie były jego domeną, zaczyna ono się wycofywać, przemieszczać do strefy etyczno-wewnętrznej. Nie mówimy już o chrześcijańskim państwie, chrześcijańskim władcy, który uznaje Kościół, i mu się poddaje, chrześcijańskiej nauce. Definicja chrześcijaństwa dotykać zaczyna moralności jednostki. Moralność jednostki zostaje zespolona z duchowością. Chrześcijaństwo, nie mając władzy administracyjnej - jak powiedziałby Foucalt - samolegitymizuje się do bycia władzą moralną. Chrześcijaństwo czy instytucje kościelne, ostatecznie doprecyzowują, na podstawie ontologiczno-metafizycznych systemów swoje definicje, a zarazem zarysowują różnice miedzy sobą. Idea prawdziwości wiążąca się z monadycznościa, ostatecznie owocuje w wybuchu różnicujących się, dzielących, się pietystycznych (efektem dzisiejszym jest min. ewangelikalizm) kościołów i wspólnot chrześcijańskich, mających ostateczny wzorzec na prawdziwego chrześcijanina. Prawda, za pomocą koncepcji wykluczeń (Foucalt), staje się orężem walki o władze w wymiarach globalnych i lokalnych.
Bonhoeffer dokonuje krytyki tych zjawisk. Pyta jak człowiek powinien żyć w świecie bez Boga ale przed Bogiem (koncepcja bycia wobec Boga - Kierkegaard).
Odpowiedź znajduje się w chrześcijaństwie bezreligijnym. Takie chrześcijaństwo wiąże się z odrzuceniem ogólnie przyjętej koncepcji Boga oraz Kościoła. Bonhoeffer zachęca dla wyjścia z życia religijnego, a do wstąpienia w życie świeckie.

Pisze:
Ziemia pozostaje naszą matką, tak jak Bóg naszym ojcem, i tylko ten, kto pozostaje wierny matce, wpada ojcu wprost w ramiona.
Kto opuszcza ziemię, nie znajduje Boga.
Jeżeli człowiek pragnie wieczności, musi uchwycić się doczesności, jeżeli pragnie Boga, musi chcieć świata.

Życie nie ma się skupiać na religijności, seksualnej moralności, ale na etyce i moralności społecznej. Polem działania nie jest sypialnia, ale miska mojego bliźniego. Spotkanie z Jezusem Chrystusem, ma owocować nie w spełnianiu zakonu, a w zwróceniu się w kierunku innego. Podstawowymi nakazami nie jest dekalog, ale wytyczne z Kazania na Górze.
Pisze:
"egzystowanie dla innych Jezusa jest doświadczeniem transcendencji! Właśnie z wolności od siebie samego, z ‘bycia dla innych’ aż po śmierć, wywodzi się wszechmoc, wszechwiedza, wszechobecność. Wiara jest współudziałem w tym bycie Jezusa. [...] Nasz stosunek do Boga jest nowym życiem, polegającym na ‘byciu dla innych’, na współudziale w bycie Jezusa! Nie jakieś nieskończone, nieosiągalne zadania są transcendencją, lecz dany w tej chwili i osiągalny bliźni"

Dla Boenheoffera, Kościół z, naturalnych człowiekowi o niezmienionej naturze, który nie spotkał się z Jezusem Chrystusem, chęci władzy, powinien przełączyć na tor służby.

sobota, 28 lutego 2009

Czy jestem chrześcijaninem?

To pytanie należy zadać. Przechodząc ponad wcześniej debatowaną kwestią tożsamości i definicji, chciałbym wypowiedzieć się na temat mojego chrześcijaństwa na płaszczyźnie wewnętrzności w relacji do mojej głębokiej subiektywności. Pytając o bycie chrześcijaninem można rozumieć kilka niezależnych kwestii: czy jestem narodzony na nowo – termin mocno ewangelikalny, czy jestem częścią wspólnoty ewangelikalnej, czy jestem ochrzczony, czy żyję etycznie, czy wierze w Jezusa Chrystusa, czy Jezus za mnie umarł, czy chodzę do Kościoła, czy urodziłem się w chrześcijańskim kraju, itd. W pewnym sensie są to właściwe pytania. Odzwierciedlają one kontekst i sposób rozumienia idei „bycia chrześcijaninem”, jakkolwiek moja odpowiedź, będzie zgoła inna. Zaczynam od tego, że termin chrześcijaństwa, chrześcijan jest terminem zewnętrznym i został on przydzielony grupie ludzi. O tyle, o ile nam wiadomo, żaden z nich sam się nie nazywał chrześcijaninem. Czy gdyby ich ktoś nie nazwał chrześcijanami, albo w ogóle nie nie przydzielił niezależnej innej nazwy, to czy oni sami siebie nazwaliby jakoś?
Nie zależy mi jakoś specjalnie aby znaleźć właściwe określenie na siebie. Zauważam jednak, iż nazwy są potrzebne, bez nich nie byłoby języka, komunikacji, myślenia planowania.
Wracając do pytania: czy jestem chrześcijaninem? Po pierwsze chciałbym raczej, aby ktoś o mnie tak powiedział. Z drugiej strony, chciałbym wiedzieć, co to znaczy być chrześcijaninem. Zdecydowanie mogę stwierdzić, że doświadczyłem “historycznego” Jezusa, jako osobistego Chrystusa. Doświadczenie to było subiektywne, niemożliwe do opisania, zmetrykowania oraz przekazania dalej. Czy jednak wierzę w historycznego Jezusa, to inna kwestia. Przeżyłem pewne przesłanie Jezusa z Nazaretu jako osobiście ostateczne dla mnie, dla mojego ja. Nie jestem pewien (teologicznie) kim był. Jestem zagubiony w teologicznych koncepcjach boskości. On o sobie twierdził, że był Bogiem, On stał się Bogiem. On odkrył boski pierwiastek w sobie. Przez Boga został uznany do tego, aby być kimś więcej niż zwykłym człowiekiem. Był czasową inkarnacją boskości. Te wymienione kwestie posiadają małe znaczenie dla mojej subiektywności. Czy jestem chrześcijaninem. Jestem. Przeżycie przesłania Jezusa miał wpływ na ruch w mojej wewnętrzności na najwyższym poziomie mojego ja, mnie. Dla pewnych ludzi, nie jestem.

Czy jestem postmodernistą?

Czy jestem postmodernistą? Stale zadaję sobie to pytanie. Z jednej strony problem leży w definicjach, z drugiej strony mówimy tutaj o paradygmacie poza definicyjnym (jeżeli w ogóle możemy używać słowa paradygmat w postmodernizmie czy postmoderności).

Brak określenia w dziedzinie tożsamości.

Odczuwam – czuć to nie myśleć – wolność od określania swojej tożsamości w terminach, które biorą się z publikacji akademickich. Dla mnie każde zagadnienie związane z tożsamością jest wtórne. Jestem o tym przekonany, iż temat mojej tożsamości jest użyteczny dla pewnych grup, które używają moją tak zwaną „wewnętrzną potrzebę do samookreślenie się” aby sprzedać mi swój produkt, jakiejkolwiek dziedziny: polityka, media, książka, jabłko, danie wegetariańskie, posiłek bezglutenowy, film pornograficzny, kalendarz World Press Photo... Jeśli jestem chrześcijaninem i dodatkowo młodym, jestem potencjalnym kupcem „Młodzieżowej Biblii”... Jeśli jestem weganinem i anarchistą łatwo sprawić bym kupował produkty oznaczone etykietką „V”. Każda tożsamość, budowana pozytywnie i negatywnie, może zostać wykorzystana i oznaczać listę produktów, które będę kupować. Oczywiście wszystko to łatwo uprościć. Oczywiście muszę kupować aby przeżyć.

Brak definicji prawdy.

Czym jest prawda? Czy prawda istnieje? Kategorie prawdy. Prawda jest centralnym punktem filozofii. O prawdę można pytać na różne sposoby, z różnej perspektywy i w różnych kontekstach. Już dany język używany przez pewne grupy ludzi determinował w przeszłości, nie tak odległej, sposoby pytania o prawdę i rezultaty pytania o prawdę – odpowiedzi. Czy jest obiektywna, czy jest subiektywna? Czy jest relatywna, czy absolutna? Moderniści debatują prawdę w powyższych kategoriach – języka i słownika – dlatego też, często prawdę postmodernistyczną opisują jako relatywną czy subiektywną, popełniając błąd debatowania prawdy w ujęciu postmodernistycznym w modernistycznych kategoriach. Czym zatem jest prawda? Dla Kierkegaarda prawda jest subiektywną refleksją podmiotu odniesionego do relacji pomiędzy sobą, a tą relacją. Co to oznacza? Po pierwsze prawda jest relacyjna, jest o relacji. Po drugie prawda jest subiektywna, więc odnosi się do podmiotu. Konsekwencjami takiego ujęcia, są: prawda jest dynamiczna, tak jak relacja, prawda nie jest przedmiotem – prawda nie dotyczy czegoś, co jest poza podmiotem, ale tego, co jest w podmiocie. Czym jest prawda – czym jest relacja podmiotu, relacja wobec podmiotu, relacja w podmiocie. Pytania typu: czy prawdą jest, że ta szklanka jest pusta czy pełna, nie mają za dużo wspólnego z prawdziwym zagadnieniem prawdy.



środa, 25 lutego 2009

meta narracja





osobiście wierzę, że Soren jest osobą, która wywarła największy wpływ na chrześcijaństwo postmodernistyczne. uważam, że jest jednyn z najbardziej wpływowych filozofów jeżeli chodzi o postmodernizm. na tym blogu, chciałbym sukcesywnie dzielić się moimi refleksjami na temat postmodernizmu, postmoderności, egzystencjalizmu i na temat pism Kierkegaarda.
zacznę od refleksji: czytając ostatnio Albo-albo, zauważyłem, iż Soren cytuje lub wzmiankuje fragmenty tekstów, nie orzekając który tekst jest ważniejszy. Podaje przykłady z Biblii, zestawiając jest z Goethem czy tekstami z narracji braci Grimm.
zastanawia mnie to, dlaczego tak robi. mam pewne podejrzenia dlaczego, ale myślę że to wyjdzie w praniu. już cieszę się na myśl o tej podróży...

refleksja wstępna: odbiór bloga

myślę, iż ten blog, a szczególnie jego zawartość publikowana jako moje wypowiedzi odnoszące się do moich poglądów może:
- kilka osób zdziwić: zdziwi ich to, że w ogóle mam około chrześcijańskie poglądy, sądzili raczej że jestem niechrześcijaninem,
- kilka osób zdziwi, gdyż sądzili, że jestem chrześcijaninem, aczkolwiek po tym, co jest na tym blogu, wnioskują, że mi się tak TYLKO wydaje, im się tak TYLKO wydawało.

poszczególni przedstawiciele obu grup, przebywając w moim towarzystwie, tak czy inaczej nie do końca będą wiedzieli, co maja myśleć, będą odczuwali brak przezroczystości. adekwatnie. brak mi przezroczystości. postrzegam to za atut:/

jest jeszcze trzeci worek. ludzie, którzy natkną się na bloga i dowiedzą się, że tak można myśleć [zgadzając się lub nie...]

wersja polska

w zasadzie jest to polska wersja bloga: http://postmodern-christianity.blogspot.com/, której kontynuacja być może będzie niepotrzebna
polską wersję założyłem dlatego, że:
-kilkakrotnie było mi to sugerowane,
-polemika, do której zachęcam wszystkich, szczególnie przyjaciół, w języku polskim jest bardziej możliwa,
-temat chrześcijaństwa: postmodernistycznego, po-ewangelikalnego, emergentnego... w Polsce jest wciąż czymś świeżym. poza granicami naszego pięknego kraju temat jest raczej znany w środowisku, szczególnie na zachodzie